novin_ha: Buffy: gotta be a sacrifice ([angel] joyful mysteries)
[personal profile] novin_ha
Nie jestem specjalnie obeznana z muzyką, ani nie uważam swojego gustu za jakoś specjalnie wspaniały. Mam zarówno racjonalne jak i irracjonalne muzyczne uprzedzenia i czasami coś sprawia mi sporo przyjemności mimo, że wszyscy znający się na rzeczy mówią, że jest okropne. Poza tym nie słuchałam za wielu nowych płyt w tym roku: miałam kilka miesięcy, gdy za bardzo muzyka mi "nie wchodziła", a nawet jak wchodziła, to ominęłam nawet kilka nowych płyt znanych mi już wykonawców (właśnie odkryłam, że Rihanna zdążyła coś nowego wydać. I Pink też. O_O), a co dopiero nowości lub poznawanie nieznanych staroci. A fe!

Jedyna płyta sprzed 2012, którą przesłuchałam i zapamiętałam w tym roku pierwszy raz to Watch the Throne Kanye West & Jay-Z. (Swoją drogą: polecam, polecam, polecam.) (A ja przecież słucham popu a nie hiphopu.)
A nowe płyty z 2012 to:

Tori Amos Gold Dust
Fiona Apple The Idler Wheel Is Wiser than the Driver of the Screw...
Bat for Lashes The Haunted Man
Rebecca Ferguson Heaven (Deluxe)
Little Mix DNA
Madonna MDNA
Metric Synthetica
Alanis Morissette Havoc and Bright Lights
Amanda Palmer Theatre Is Evil
Lana Del Rey Born to Die: Paradise Edition
Regina Spektor What We Saw from the Cheap Seats
Scissor Sisters Magic Hour
Patrick Wolf Sundark and Riverlight



1. Najpierw będę szczera: płyt Tori Amos, Reginy Spektor, Madonny i Alanis Morissette już nie pamiętam. Albo pamiętam, ale nie w nalepszy sposób. Przy czym jestem skłonna uwierzyć, że na płycie Madonny było coś do posłuchania do pomywania/sprzątania (Girls Gone Wild pamiętam vaguely), oraz że Spektor nie była taka zła (tylko nie udało jej się zatrzymać mojej uwagi na dłużej, niż kilka dni).

2. Amanda Palmer nawet dość mi się podobała (mimo gitary zamiast fortepianu, jeśli dobrze pamiętam?), ale zapomniałam, że miałam jej jeszcze posłuchać, bo akurat trafiła na zły moment w moim muzycznym cyklu. Będzie miała drugą szansę ;)

3. Rebecca Ferguson i Little Mix to uczestniczki X Factora UK, z czasów, gdy jeszcze dało się to oglądać. Rebecca (przeurocza Liverpoodlian) wydała płytę w 2011, ale w tym roku wyszła wersja Deluxe (pięć nowych piosenek) i dopiero teraz do niej dotarłam. Singiel niezbyt mi się podobał, ale "Backtrack" zdecydowanie się wkręca. Pop z odrobiną soulu i R&B, jeśli wierzyć wikipedii (ja się nie znam, dla mnie po prostu Rebecca jest przyjemna do słuchania).



Little Mix to z kolei "sklejony" girlsband, śpiewający pop z odrobiną R&B. Dalej najbardziej podoba mi się ich "Don't Let Go (Love)" (cover, który nagrały w programie i potem wydały jako b-side), a płyta jednym uchem wpada, a drugim wypada, ale singiel nawet nie był zły, jak ktoś taki lekki pop lubi (ja lubię...)



4. Metric nie słucham jakoś bardzo kompleksowo: uwielbiam niektóre piosenki, ale płyt w całości rzadziej. Synthetica jest natomiast naprawdę solidna.



Hangman we played rubber soul with a razor blade
Behind the church, hiding place, it was a long joke till
The punch line came. Can you read my mind? Read my mind
Follow along 'til the end of the song


5. Patrick Wolf w swojej poprzedniej odsłonie nie przypadł mi do gustu, ale "best of" w wersji odartej z elektroniki spodobał mi się bardzo.



6. Za Bat for Lashes na dobre zabrałam się dopiero co i wiem, że jeszcze będę sobie wyrabiała opinię przesłuchując, ale w uszy oprócz singli, które znałam wcześniej, rzuciło mi się "Oh Yeah". Dla odmiany, wersja live (z Open'era).



7. Lana Del Rey to moja guilty pleasure roku. Przy czym najpierw po prostu mi się wkręciła (bo to chwytliwe jest), ale nie podobała mi się per se, a potem się wsłuchałam i... hm. Z jednej strony mamy lyricsowe potworki w rodzaju...

Diet mountain dew, baby, New York City
Can we get it now low, down and gritty
Do you think we’ll be in love forever?
Do you think we’ll be in love?


a z drugiej całościowo zwłaszcza "bonusowa płyta" / EP-ka "Paradise" ma bardzo dla mnie ciekawy vibe i "motywikę" (jakby to powiedzieli moi znajomi poloniści) dotyczący - jak to wprost zresztą pisano - mrocznej strony amerykańskiego snu. Nie umiem zdecydować, czy "My pussy tastes like Pepsi Cola" jest bardziej wyświechtane, czy bardziej ciekawe. Wokalnie najpierw drażniła mnie ta niewiarygodna nostalgia (50s? 60s? z odrobiną 80s? Może ktoś mnie oświeci?), połączona z manieryzmami a la "sexy sexy sexy lolita", ale jakimś cudem przestało. Może to znak końca świata.

Najpierw wkręcił mi się "National Anthem" (Żona zachwycona doniosła, że jest do tego vid z Tonym Starkiem), potem poszło z górki: Ride, Cola, Body Electric. Tę ostatnią chciałam tu wrzucić (dla mnie to idealny przykład tego, co najlepsze i najgorsze w Lanie), ale nie mogłam znaleźć na YT wersji w sensownej jakości, więc zamiast tego "Cola".



8. I teraz wreszcie coś, czego nie trzeba się wstydzić. Już chyba skądinąd pisałam, jak bardzo podoba mi się nowa płyta Fiony Apple, ale powtórzę. \o/ Fiona Apple.



9. I moja płyta roku to chyba ostatecznie, dum dum dum, Scissor Sisters i Magic Hour!



Why so tough
You see me running, but you can't keep up
So let me slow down for you
Baby what, say what you're looking for
I can give you, give you
From:
Anonymous( )Anonymous This account has disabled anonymous posting.
OpenID( )OpenID You can comment on this post while signed in with an account from many other sites, once you have confirmed your email address. Sign in using OpenID.
User
Account name:
Password:
If you don't have an account you can create one now.
Subject:
HTML doesn't work in the subject.

Message:

 
Notice: This account is set to log the IP addresses of everyone who comments.
Links will be displayed as unclickable URLs to help prevent spam.

Profile

novin_ha: Buffy: gotta be a sacrifice (Default)
leseparatist

July 2017

S M T W T F S
      1
234 5678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Most Popular Tags

Style Credit

Expand Cut Tags

No cut tags